-Poczułam okropny ból, czakra demona wybuchła ze mnie jak z wulkanu. Spowodowało to zniszczenie polowy lasu, po którym została tylko wyrwa w ziemi....Dalej nic nie pamiętam.. Przyznałam jakiejś kobiecie, stojącej nade mną. Byłam zakuta w kubraczek z metalu, dwie pary kajdan na nogach i rękach bez możliwości ruszenia się. Zamknięta w jakiejś celi, na dnie więzienia.
-Skąd pochodzisz? Spytał.
-Nie wiem.
-Kim jesteś?
-Nie wiem.
-Z kim... Chciała spytać ale przerwał jej głos.
-Babciu Tsunade! Jakiś blondyn podbiegł do niej.
-Co chcesz Naruto? Spytała.
~Naruto? Skądś kojarzę to imię...Pomyślałam.
-Orochimaru zbliża się tu z swoją armią.
-I ty sobie tu jeszcze stoisz jak gdyby nigdy nic?
-Popilnuj jej. Dodała.
-Uważaj, ona jest bardzo niebezpieczna. Ostrzegła go i zniknęła mi z oczu.
Chłopak patrzał na mnie bardzo ostro i rzekł.
-Nie dam wam zniszczyć mojej wioski. Syknął.
-Ja nie chce twojej wioski...
-To po co nas atakujesz?
-Orochimaru mnie kontroluje...
-Akurat...
-Mów co chcesz ale prawda jest jedna. Powiedziałam bardzo spokojne.
-Jak cię uwolnimy, to będziesz z nami walczyć? Spytał nagle bardzo cicho.
-Nie jestem po niczyjej stronie, jestem tylko kontenerem dla mojego demona, nie mam rodziny i uczuć, jestem tylko przekleństwem dla tego świata... Mówiłam rzeczy które wpajałam sobie całe życie, gdy tu nagle chłopak przerwał mi krzykiem.
-Nie mów tak!
-Ale to prawda. Powiedziałam, moje kajdany zaczęły pękać, chłopak odsunął się przerażony czakra demona zaczęła ze mnie emitować, co wyglądało jak płomień amateratsu. Wstałam powoli, moje oczy przybrały czarną barwę tak samo jak i włosy, moje kły i pazury wydłużyły się nagle z moich pleców wyrosły skrzydła i ogon. Skóra w niektórych miejscach pokryła się łuskami a z kręgosłupa wyrosły kolce, a na głowie pojawiły się rogi. Przemiana bolała ale nic nie mogłam zrobić.
-I co widzisz? Spytałam.
-Widzę ciebie. odparł.
-Nie! Tak jak każdy widzisz demona, który istnieje po to aby unicestwić wszystko co stanie mu na drodze..... Powiedziałam szatańsko. Właśnie miałam go zaatakować ale gdy miałam go walnąć, cofnęłam się...
-No wal. Powiedział bardzo pewnie.
-W końcu jesteś silniejsza. Dodał Sasuke.
-Witaj Sasuke. Syknęłam.
-Witaj Kichi. Odparł podchodząc do mnie.
Złapałam Uchihe za gardło i podniosłam do góry.
-Zostaw go. Warknął blondas.
-Bo co? Syknęłam.
-Bo pożałujesz że w ogóle się urodziłaś.
Słysząc te słowa wybuchłam śmiechem wyżynając Sasuke z moich szponów i łapiąc się za brzuch.
-Co?
-To co słyszałaś.
-Śmieszny jesteś, a co powiesz na to?
Spytałam podchodząc do Sasuke wlokąc katanę za sobą. Jednym ruchem przebiłam go na wylot wbijając katanę w ścianę. Chłopak wypluł krew, a Naruto wściekły zaatakował mnie. Złapałam go za rękę i wyrzuciłam w powietrze. Zatrzymał się dopiero gdy wbił się w ścianę. Wykorzystałam moment by uciec. Szybko wydostałam się na powierzchnie, jednak uciekając walnęłam w Orochimaru! Bez namysłu zaatakowałam go błyskawicznie powalając na ziemię.
-I co mi teraz zrobisz?
Mój stwórca nie mógł złapać oddechu, ten widok ucieszył mnie jednak coś, a raczej ktoś zwalił mnie z niego. Był to Kabuto.
-Kichi, choć do mnie. Powiedział uśmiechając się...(Kabuto)
-Po co? Żebyś znowu mnie zakuł? Spytałam zła.
-Nic ci nie zrobię. Uśmiechnął się.
Bałam się że znowu trafię za kraty, zawsze byłam traktowana jak zwierzę i to tylko ze względu na moją siłę. Zaatakowałam Kabuto bijudamą i zwiałam. Po paru kilometrach usiadłam zmęczona pod drzewem i odmieniłam się. Dyszałam, byłam przerażona, a co najgorsze znalazłam się w środku wojny. Poczułam nagle ogromną czakrę zmierzającą w moim kierunku, niedługo po tym przede mną pojawił się ten chłopak....
-Czego chcesz? Warknęłam na blondyna.
-Mam obowiązek cię pilnować...
-Odejdź!
-Nie, do puki nie przyłączysz się do nas.
-Nikt mnie tam nie chce! Chcecie tylko mojej czakry nie mnie! Warknęłam.
-To prawda. Powiedział nagle głos z góry. Obejrzałam się, nade mną stała ta cała Tsunade...
-Chcemy twojej siły. Powiedziała zeskakując.
-Prosimy, pomóż nam w walce. Powiedziała klękając przede mną.
-Wstań i nie proś, pomogę wam ale nie myśl sobie że zostanę w wiosce czy coś w tym stylu, ja po prostu nienawidzę wojen.... powiedziałam zawiązując sobie na czole otrzymaną opaskę.
-Po wojnie nasze drogi się rozstaną. Dodałam poważnie wstając. Blondyn jakby cieszył się że dołączyłam, jednak ja miałam co do tego wątpliwości...
The End...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz