wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 1

 ~Oczami Gaary

-Gaara-sama!-pomimo powszechnych odgłosów walk usłyszałem wołanie Matsuri.
-O co chodzi?-zapytałem stale odpierając ataki.
-Od strony lasu... pojawiła... się... druga grupa.- powiedziała z trudem chwytając oddech.
-W porządku.-powiedziałem po czym zacząłem rozglądać się za Naruto. Jeśli zajdą nas z drugiej strony będzie nieciekawie. Dopiero po dłuższej chwili udało mi się go namierzyć. Właśnie zbierał czakrę do Rasengan'a. Ruszyłem biegiem w jego kierunku, powalając w międzyczasie kilku przeciwników.
-Naruto!-krzyknąłem aby zwrócić jego uwagę.-Za chwilę zaatakują nas od strony lasu.
Blondyn szybko rozejrzał się dookoła, starając się dokonać szybkiej analizy naszej sytuacji.
-Musimy się rozdzielić.-stwierdził.
-Wiem, wezmę ze sobą wszystkich walczących na tyłach.-powiedziałem atakując kolejnego przeciwnika, który tym razem pojawił się za plecami Naruto.
-Dzięki. Liczę na ciebie Gaara - powiedział po czym rzucił się dalej w wir walki. Nie tracąc czasu ruszyłem w kierunku Temari i Kankuro. Rozkazałem im ściągnąć wszystkich shinobi, którzy walczyli najdalej od frontu, po czym nie tracąc czasu sam ruszyłem w kierunku lasu. Na miejscu od razu rozpoczęła się ostra walka i pomimo dużej ilości wrogów było łatwo albowiem ci shinobi byli bardzo słabi... Jednak nagle wyczułem w powietrzu niesamowitą czakrę...
~Dziesięcioogoniasty?! Przeraziłem się.
~Nie to nie możliwe, poza tym ta czakra jest jeszcze bardziej paskudna i o wiele silniejsza...
-Czujecie to? - spytałem Terami i Kankuro.
-Ta czakra jest wyjątkowo paskudna.... -oznajmił brat.
-Nigdy czegoś takiego nie czułam. -rzekła Terami.
-Terami, leć po Naruto i spotkamy się u źródła.
-Ok! -krzyknęła i ruszyła.
Ja i Kankuro ruszyliśmy w stronę tego czegoś, ale to co zobaczyliśmy przerosło nasze oczekiwania.
Wojska Konohy leżały w strzępkach, a na środku stał Orochimaru i jakieś monstrum. I to od tego właśnie potwora pochodziła ta czakra. Znienacka zaatakowałem bestię ale ta musiała widzieć mnie wcześniej bo jednym ruchem wystrzeliła coś w rodzaju bijudamy we mnie. Gdyby nie mój piasek dawno obrócił bym się w pył.
-Podoba wam się moja nowa zabawka? -syknął Orochimaru.
-Przedstawiam wam Kichi, moją chrześniaczkę. -powiedział głaszcząc monstrum po łbie.
-Gaara! -usłyszałem głos Naruto.
-Co się dzieje? -spytał ponownie.
-Chyba czujesz! -warknęłam.
-Co to jest! -krzyknął patrząc na monstrum.
-A skąd mam wiedzieć? -odparłem.
-Orochimaru! -syknął chłopak.
-Naruto! Witaj... (Orochimaru)
Naruto rzucił się na niego tworząc rasengana. Jednak bestia o trzech ogonach nie dała skrzywdzić swojego pana i jednym uderzeniem powaliła chłopaka na ziemię szatańsko się uśmiechając. Zrzuciłem ją z niego moim piaskiem, wtedy wściekłe monstrum rzuciło się na mnie, jeden cios i znalazłem się po drugiej stronie ogromnej wyrwy. Potwór z powrotem zaatakował Naruto i pomimo połączenia z Kuramą mocno obrywał, a to coś stawało się coraz silniejsze.Starałem się mu pomóc, ale za każdym razem gdy ktoś próbował powstrzymać tą bestię ona atakowała ze zdwojoną siłą. Tak jakby stawała się silniejsza przy każdym ataku.
-Temari, Kankuro spróbujmy razem- powiedziałem po czym razem z rodzeństwem zaatakowaliśmy bestię najsilniejszymi atakami, ale to też nic nie dało. Razem we trójkę zostaliśmy odepchnięci jeszcze dalej niż ja poprzednio. Musimy szybko coś zrobić bo jak tak dalej pójdzie to Naruto zginie, a wioska zostanie obrócona w pył.
-Spróbuję ją przez chwilę przytrzymać-powiedział Shikamaru, który właśnie do nas dołączył. Skinąłem głową i od razu ruszyliśmy do ataku. Technika, którą zastosował unieruchomiła bestię.
-Pośpieszcie się długo tak nie wytrzymam.-powiedział. Wystarczyło na niego spojrzeć aby to wiedzieć. Musiał poświęcić dużo czakry aby utrzymać panowanie nad potworem. Wysunąłem się do przodu i wykonałem jedną z moich najślniejszych technik, która ku mojemu zaskoczeniu zmieniła swój kierunek i zaatakowała Shikamaru. Chwilę potem przede mną pojawiła się ściana płonącego piasku, która runęła w moim kierunku. Na szczęście w pobliżu była Temari i przy pomocy wachlarza osłabiła trochę atak, ja zaś osłoniłem nas oboje przed piaskową falą.
Ktoś uwięził nas pod na prawdę dużą ilością piasku, którą ledwo mogłem nad nami utrzymać.
-Orochimaru powiększył swoją kolekcję shinobi.-stwierdziła Temari.
-Też tak uważam, ale kto z Suny o takich potężnych umiejętnościach chciałby z nim współpracować.
-Damy radę się sąd wydostać?- zapytała
-Nie wiem.-stwierdziłem po czym dodałem-wydaje mi się że osoba która nas tu zamknęła czeka tylko na komendę. Bo bez problemu by nas teraz zmiażdżyła. Ledwo mogę utrzymać ten piasek.
Nagle poczułem pod nogami trzęsienie ziemi i po chwili usłyszałem przeraźliwy ryk. Odrzuciłem piasek wroga, a przed moimi oczami ukazała się 7 ogoniasta bestia o sile 4 razy większej od dziesięcioogoniastego.
-Mój boże....-szepnąłem oszołomiony.
Teraz bardzo dobrze wiedziałem z czym walczymy, wcześniej myślałem że to tylko legenda a tu proszę. Przed nami stał smoczy bóg, stworzyciel wszechświata, potwór imienia Nightmermoon.
Strach zawładnął moim ciałem, nie mogłem się ruszyć.
-Słyszę jak drżycie, widzę wasz strach.... -uśmiechnęło się monstrum.
-Jednak nie boicie się mnie, tylko o waszych bliskich....Niedorzeczne! Warknął.
-Co jest w tym złego? -spytał ledwo stojący na nogach Naruto, podchodząc do Nightmermoon'a.
-Wy ludzie jesteście słabą rasą, dopiero gdy zawładną wami uczucia umiecie walczyć i to jest w was słabe... -zadrwił.
-Słabe? To jest nasza siła....
-W takim razie pokarzcie mi ją. -rykło stworzenie wzbijając się w powietrze.
Naruto z wielką prędkością walnął w bestyjkę rasenganem, jednak ciało smoka zaabsorbowało jego czakrę, wtedy zobaczyłem też że jego celem nie było przywalenie mu tylko przylepienie notki pieczętującej... Czakra smoka schowała się do jej właścicielki. Naruto i ta demonica spadli na ziemię, nie spodziewałam się szczerze że chrześniaczka tego węża może być tak urokliwą dziewczyną...
Spłoszony Orochimaru, próbował obudzić ponownie bestię jednak przeszkodziła mu Tsunade. Wąż musiał być osłabiony bo zwiał gdzieś. Zakuliśmy dziewczynę w kajdany i zakneblowaliśmy w więzieniu, tak aby się nie mogła wydostać i używać czakry. Sami trafiliśmy do szpitala by opatrzyć rany, jednak to nie koniec wojny i wszyscy dobrze o tym wiedzieliśmy....
Ledwo miną dzień, a Orochimaru ponownie ruszył na Konohę. Tym razem był jednak osłabiony. Jego "broń" w tej chwili jest pod okiem ANBU i Tsunade. Pokonanie go powinno być tym razem możliwe, chociaż nadal wszyscy jesteśmy osłabieni, a wiele osób jest rannych. Teraz mamy nad nim przewagę. Wiemy, że zaatakuje, znamy jego broń i siłę tylko jedno nadal nie bardzo jest jasne. Jego cel... nikt nie jest pewny czy chce zniszczyć całą wioskę czy tylko shinobi w niej żyjących, czy może ukrywa w ten sposób swój prawdziwy cel. Razem z w miarę silną drużyną ruszyliśmy jako pierwsi aby odeprzeć atak oraz jak najdłużej utrzymać Orochimaru z dala od wioski. Za nami było jeszcze kilka innych drużyn, które miały nas wesprzeć w razie potrzeby.
Walka zaczęła się bardzo szybko. Nie mieliśmy nawet krótkiej chwili aby się rozejrzeć. Spodziewali się że przyjdziemy.
Wszyscy równo ruszyliśmy do walki i razem powoli parliśmy do przodu. Zapijając po drodze każdego kto był przeciwko nam. Mieliśmy utrzymać tą formację do końca i wspólnymi siłami zaatakować Orochimaru, ale w pewnej chwil zostaliśmy od siebie oddzieleni. W zasięgu wzroku miałem jedynie Temari, Kankuro oraz Kakashi'ego. Starałem się nie tracić tej trójki z oczu. Odpierałem wszystkie, starałem się osłaniać sojuszników i jednocześnie atakowałem. Ktoś właśnie próbował zaatakować Temari od tyłu, gdy ta była zajęta atakowaniem kilku przeciwników na raz. Uformowałem z piasku kilka shuriken'ów i rzuciłem w jego kierunku, ale tak samo jak i wczoraj mój atak zmienił swój tor i w połowie drogi zawrócił tym razem lecąc w moją stronę. W ostatniej chwili udało mi się osłonić przez własnym atakiem. Gdybym tylko wiedział, kto to robi...
Temari zaczynała mieć kłopoty zacząłem biec w jej stronę.
-Trzymaj się blisko mnie-rozkazałem gdy już udało mi się opanować sytuację w jej pobliżu. Wtedy zerwał się silny wiatr, który wyrwał Temari jej wachlarz z rąk i zaprał wysoko w powietrze. Próbowałem złapać go ręką stworzoną z piasku, ale nie zdążyłem.
-Gaara spójż tam!-krzyknęła abym ją usłyszał. Podążyłem wzrokiem do miejsca, które wskazywała. Na wzniesieniu stał Kabuto, a to z kolei oznacza, że i Orochimaru jest blisko. Utorowałem drogę dla nas drogę do Kakashi'ego, który był najbliżej nas. Szybko ustaliliśmy, że ja powinienem zmierzyć się z Kabuto a on razem z Temari będą starali się mnie osłaniać. Od razu ruszyłem w jego stronę i po raz kolejny zaatakowałem. Przed Kabuto pojawiła się ściana z piasku, która go osłoniła i odbiła mój atak. Tak jak poprzednio ledwo udało mi się uniknąć własnego ataku. Postanowiłem zaatakować go z bliska. Tym razem piasek go nie osłonił, a mi udało się go zranić kunai'em. Szybko jednak odskoczył i sam zaczął zadawać ciosy. Wszystko działo się bardzo szybko. Raz ja miałem przewagę nad nim raz on. Powoli zaczynałem tracić siły, on również.
-Dobrze się bawisz Kayoko!-krzykną w kierunku jednego z drzew, które stały po moim boku. Nikt mu jednak nie odpowiedział.-Może byś tak w końcu ruszyła!
Po tych słowach wiatr znów przybrał na sile, a ja miałem wrażenie, że wokół mnie krąży wielki wir powietrza. Po chwili z każdej strony zaczynały lecieć shuriken'y. Osłoniłem się piaskiem, a gdy tylko pozwoliłem mu opaść na ziemię wiatr ustał. Poczułem jak po policzku spływa mi coś ciepłego. Otarłem go dłonią i zobaczyłem krew, a chwilę później uśmiech na twarzy Kabuto przy boku którego pojawiła się dziewczyna. Spojrzała mi w oczy, a wyraz jej twarzy nie zdradzał żadnych emocji. Przypominała mi dawnego mnie i Sasuke. Te jej oczy pragnące zemsty...
-Całkiem nieźle, ale musimy się go raz na zawsze pozbyć.-powiedział w jaj kierunku. Skinęła głową w odpowiedzi, a zaraz po tym za mną pojawiła się ściana która odcięła mi drogę ucieczki. Spojrzałem na nią, a ona odwróciła wzrok w kierunku Kabuto.
-Pozwolę ci się wykazać. Wykończ go.-powiedział z uśmiechem po czym pocałował ją w policzek. Od razu rzuciła się na mnie. Jej palce momentalnie pokryły się piaskiem i stworzyły coś w rodzaju szponów, którymi mnie zaatakowała. Teraz już wiem kto cały czas powstrzymywał moje ataki. Nie mam wyjścia muszę ją zabić. Tak szybko jak to tylko było możliwe pokryłem ją cieką warstwą piasku i próbowałem ją zmiażdżyć, ale piasek prawie od razu się zatrzymał. To zaskoczyło mnie na chwilę przez co nie byłem uważny i nie zdążyłem się osłonić. Wbiła mi dwa szpony w prawe ramię, po czym szybko wbiła szpony z drugiej w mój lewy bok. Syknąłem z bólu. Cofnęła dłonie zostawiają w moim ciele piaskowe szpony. Czułem, że zaczynają się we mnie rozgałęziać i wbijać coraz głębiej. Umieściła prawą pięść na wysokości mojego wzroku i powoli zaczęła otwierać dłoń a wtedy ból się nasilał. Piasek, który zawsze tworzył moją tarczę zsuną się za mnie i uformował w postać kobiety. W pierwszej chwili myślałem, że to moja matka, ale gdy się jej przyjrzałem miałem pewność, że nią nie jest. Położyła dłoń na ręce dziewczyny, a ta spojrzała na nią oczami przepełnionymi smutkiem. Wpatrywała się w piaskową postać, która przyłożyła jej drugą dłoń do serca a potem do mojego czoła w miejsce w którym mam wryte słowo miłość i zniknęła.
-Co tak długo Kayoko! Orochimaru na nas czeka!-krzykną do niej Kabuto. Dziewczyna zamarła w bezruchu, a ja czułem jak szpony się zatrzymują.
-Kayoko!
-Nie mogę... nie jestem w stanie... on...
-On co?-powiedział zdenerwowanym głosem.
-Nie mogę go zabić.
-Nie? To ja ci pomogę.-warkną po czym wziął do ręki kunai i pchną go w kierunku mojego serca. Jego dłoń zatrzymała się tuż przy mojej skórze.
-Nie mogę go zabić i nikt inny też tego nie zrobi.-powiedział po czym wbiła szpony takie jak we mnie w Kabuto. Od razu rozłożyła dłoń, a on z krzykiem się skulił. Z jego rany obficie wylewała się krew.
-Przepraszam.-powiedziała po czym usunęła ze mnie pozostałości po szponach.
-Ja... ehhh... pomogę ci dotrzeć do szpitala. Nie masz dużo czasu. Jeśli tu zostaniesz szybko się wykrwawisz.
-To tylko małe rany.-powiedziałem
-W środku masz porozrywane miejscami żyły, za chwilę stracisz pewnie przytomność. - powiedziała, a ja dopiero teraz poczułem, że na prawdę słabnę.

C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

>